Strony

30.01.2010

Blue denim, grey, nude and taupe

Denimowe szorty noszone z grubymi rajstopami należą już do klasyki. Niektórzy pewnie są nimi nawet znudzeni, bo często pojawiają się na blogach. Mnie nadal bardzo się podobają. Można je zestawiać na wiele różnych sposobów i zawsze wyglądać inaczej.
Lubię takie ubrania, które stwarzają mnóstwo możliwości kombinacji. Takim ciuchem jest też szara sportowa bluza. Świetnie wygląda z dżinsami, ale odpowiednio zakomponowana nadaje nowy wymiar eleganckiej sukience.
Uniwersalną rzeczą, którą ostatnio zakupiłam (niestety kiepsko widać go na zdjęciach) jest beżoworóżowy lakier do paznokci, nude albo taupe- jak kto woli. Moim zdaniem, fajna alternatywa dla intensywnych kolorów i ostatnio bardzo eksploatowanego miętowego.
A skoro tak się rozwodzę nad klasyką i uniwersalnością, to wieszczę, że wiosną i latem nastąpi prawdziwa inwazja klasycznych biało-czarnych i czarno-białych pasków. W sklepach pasiaków istne zatrzęsienie. I aż się proszą, żeby założyć je do dżinsowych szortów;-)








szorty- Bershka %
bluzy- New Look % + Oysho %
szalik- sh
buty- Bronx

24.01.2010

Debiuty zimowe

Dzisiaj, po raz pierwszy tej zimy, założyłam czapkę i futro. Futrzaka wyciągałam z czeluści szafy już od miesiąca, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować do poszukiwań. Kurtki futrzane są hitem sezonu i na blogach pojawiają się bardzo często, mnie jednak jest w nich zwykle za ciepło. Zakładam tylko w przypadku wystąpienia siarczystych mrozów.
A jako że takowe właśnie nastąpiły, sięgnęłam również do mojej skromnej kolekcji czapek. Za czapkami nie przepadam i unikam ich, jak mogę. Kiedy mój Fotograf zobaczył mnie w tym zestawie na wielkie mrozy i usłyszał, że zamierzam go ciągać po jakichś plenerach przy takiej temperaturze, z wrażenia, czy też raczej przerażenia, rozbił kubek z herbatą. Po namyśle (potrzebował kilku sekund, żeby dojść do siebie) stwierdził, że warto uwiecznić fakt, że w końcu założyłam czapkę. Poniżej dowody dla Mamy i Babci, że ciepło się ubieram i dbam o swoje zdrowie:)







futro- sh
czapka- z szafy Mamy (pamięta pewnie lata '80)
torba- Zara
buty- Gap
rękawiczki- C&A
dżinsy- Vero Moda


P.S. Świetnym patentem tej zimy są dla mnie grube skarpety wystające spod cholewek butów. Noszę je do każdego stroju. Fajny sposób na zmianę wyglądu zimowego obuwia i docieplenie go:)

17.01.2010

Winter wedges

Zima znowu zdominowała mnie i moje zdjęcia. Ja potraktowałam ją intensywną czerwienią, kwiatkami i nowymi butami, a ona zasypała mnie śnieżnymi płatkami. Męczy mnie bardzo codzienne zastanawianie się, co ubrać, żeby było ciepło i wygodnie, jakie założyć obuwie, żeby przebrnąć przez zaspy i nie wywinąć gdzieś orła.
Zimą rzadko zdarza mi się zakładać buty na obcasie. Alternatywą są koturny. Udało mi się znaleźć takie o całkiem przyzwoitej wysokości (tzn. nie za wysokie):) Jeśli chodzi o wygodę, są jeszcze w fazie testowania. Na przetestowanie i sfotografowanie w celu zaprezentowania na blogu czeka też kilka rzeczy, które upolowałam na wyprzedażach:)








kurtka- Orsay
sukienka, torba, pasek- sh
rajstopy, getry- H&M
kardigan- Zara
buty- Koton

10.01.2010

Pod dyktando zimy

Chyba nie uda mi się uniknąć tego tematu. Palce same wystukują go na klawiaturze. Żeby było elegancko, zacytuję więc poetę: "Zima trudna, zima brudna, zima nudna - żaden bal./ Zima ziębi, zima gnębi, (...)/ Zima mrozi, zima grozi, nie dowozi, w zaspach tkwi. (...)/ Mało co mnie bawi w zimie -/ Ani zamieć, ani wymieć (...)." Cała prawda o tej porze roku, a szczególnie dzisiejszej pogodzie. Poeta wspomina jeszcze, że w zasadzie to tej "zimy żal", ale ja nie przyłączam się do tych żali. Pożałować mogę odchodzącego lata albo wiosny, nigdy- zimy.
Mój strój oczywiście też po dyktando zimy- ciepło i wygodnie:) Ręce nieskrępowane żadną torbą, żeby w razie niebezpieczeństwa poślizgowego można było łapać równowagę;)









kurtka- Orsay
buty- Deichmann
torba- Allegro
spódniczka- sh

cytat- "Zimy żal" z Kabaretu Starszych Panów


P.S. Dodam jeszcze, że zdjęcia robione były tydzień temu. W tej chwili jest chyba trzy razy więcej (!) śniegu.

6.01.2010

Tik tak tik tak

Całkiem przypadkowo motywem przewodnim tego posta będą zegarki. Od dawna zachwycam się zegarkami na łańcuszkach. Takie cudeńka często pojawiają się na blogach (zazdroszczę szczęśliwym posiadaczkom). Mój czasomierz tylko markuje pomiar czasu, ale i tak go lubię:) Koszulę w kratę uwielbiam. Jest długa i można ją zakombinować na różne sposoby. Chodziłam za nią miesiąc i zastanawiałam się: kupić, nie kupić..., aż w końcu została przeceniona:)
Drugi niedziałający czasomierz też w stylu retro, ale nie jest on akurat elementem, na który chciałam skierować Waszą uwagę. Sukienka była moim rezerwowym strojem sylwestrowym (na zdjęciu w wersji dziennej). To chyba mój najbardziej przekombinowany ciuch: zamek, falbanki, brokat, drapowania, wzór i do tego jeszcze bombka. Tyle szczęścia (nieszczęścia?) jednocześnie, a mimo to ma swój urok:)







koszula, spódniczka- H&M
wisiory- Promod i Primark





sukienka- no name
torebka- pożyczona od Mamy

4.01.2010

Tajemniczy ogród ;-)

Nie było żadnej wielkiej, kutej bramy, tylko zwykła furtka. Roślinność jak widać raczej marna- spod topniejącego śniegu wyłaniała się trawa i liście. Pośrodku ławka, porzucona taczka (ogrodnik chyba nie należy do szczególnie pracowitych) i brykający pies (moja bernardynka!). I w takich oto okolicznościach przyrody został uwieczniony brązowo- szary zestaw. Ostatnio polubiłam właśnie takie nietypowe zestawienie kolorystyczne, a panterkowa bombka dołączyła do ulubionych spódnic.
Zdjęcia robiła moja kochana Mama, która próbuje zaprzyjaźnić się z aparatem fotograficznym. Przyjaźń to niełatwa i skomplikowana, ale jestem dobrej myśli, że jeszcze parę prób i Mama będzie strzelać niezłe fotki:)







płaszcz, spódniczka- Orsay
sweter- H&M
buty- Gap
rękawiczki- C&A
bransoletki- Vero Moda

3.01.2010

New year, new hair...

Zmiana fryzury pod koniec roku staje się już chyba moim zwyczajem. W grudniu 2008 przeprowadziłam radykalne cięcie- po raz pierwszy obcięłam włosy na krótko, na pożegnanie 2009- też ostre cięcie, ale tym razem tylko grzywki. To taki sposób na wejście w nowy rok z nową energią i pozytywnym nastawieniem (dodam, że nie lubię wizyt u fryzjera i po każdej zazwyczaj płaczę, bo zawsze coś mi nie pasuje; do nowych włosów przyzwyczajam się po dwóch dniach).
Wiem, że na zdjęciach niewiele widać, a ich jakość pozostawia sporo do życzenia, ale robione były na 2 min przed wyjściem na imprezę sylwestrową.
A w Nowym Roku życzę sobie i Wam (jeśli tylko tego właśnie Wam brakuje) konsekwencji, więcej pewności siebie, odwagi i odrobiny szczęścia przy realizacji celów i marzeń, bo nie wszystko można sobie wypracować.








spódniczka- F&F
bluzka- Reserved
zegarek, bransoleta- River Island