W zeszłym tygodniu dopadł mnie brutalnie i ze zdwojoną siłą trud dnia codziennego. Nadgodziny w pracy, milion spraw do załatwienia na wczoraj, końska dawka stresu i totalny brak czasu. Fotograf był niedostępny, więc nawet blogowanie na tym ucierpiało.
Weekend napawał mnie wielką nadzieją na odreagowanie, a przy okazji uwiecznienie moich "kreacji" na przyjęciu weselnym. Odreagować się udało, ale zdjęć niestety brak:( Jakoś zawsze się tak zdarza, że kiedy bardziej się staram, obmyślam, w co by się tu ubrać i wyglądam inaczej niż na co dzień, nie udaje się tego z różnych przyczyn obfotografować:( Na pocieszenie fotograf zaproponował mi uchwycenie mojego niezwykle wygodnego, ale jakże zwyczajnego stroju podróżnego, więc znowu wersja "na luzaka" zamiast "elegancko i kobieco". Kolory i jakość sponsoruje zapadający nad Wrocławiem zmrok:)
Weekend napawał mnie wielką nadzieją na odreagowanie, a przy okazji uwiecznienie moich "kreacji" na przyjęciu weselnym. Odreagować się udało, ale zdjęć niestety brak:( Jakoś zawsze się tak zdarza, że kiedy bardziej się staram, obmyślam, w co by się tu ubrać i wyglądam inaczej niż na co dzień, nie udaje się tego z różnych przyczyn obfotografować:( Na pocieszenie fotograf zaproponował mi uchwycenie mojego niezwykle wygodnego, ale jakże zwyczajnego stroju podróżnego, więc znowu wersja "na luzaka" zamiast "elegancko i kobieco". Kolory i jakość sponsoruje zapadający nad Wrocławiem zmrok:)
ramoneska- Only
t-shirt- Cubus
legginsy, szalik- Orsay
kamizelka- sh
wisior- Kappahl
torba- Quazi
buty- Ryłko
bransoleta- River Island
